Niech mi to ktoś wyjaśni…

Gazeta praca publikuje tekst, oparty na treści zamieszczonej na www.wynagrodzenia.pl:

Absolwent ma więcej, niż absolwentka

Bezdyskusyjny jest fakt, że w każdej dziedzinie mężczyźni otrzymują wyższe wynagrodzenie niż kobiety. Niezwykle częsta jest sytuacja, gdy mężczyźni w tej samej grupie specjalizacji zawodowej otrzymują ponad 30% wyższe wynagrodzenie niż kobiety. Najmniejsze różnice zaobserwować można w naukach medycznych, pedagogicznych, humanistycznych oraz związanych ze sportem i rehabilitacją. Przewaga płacowa mężczyzn w tych grupach nie przekracza 10% wysokości pensji. Sytuacja taka wynika po części ze znacznego sfeminizowania wspomnianych grup zawodowych.

Czy ktoś potrafi znaleźć sensowne uzasadnienie takiego stanu rzeczy? Bo przecież absolwentka, idąc na rozmowę, nigdy nie usłyszy: Dobrze, mogę Pani zaproponować wynagrodzenie w wysokości X, co stanowić będzie 70% wynagrodzenia, które otrzymywałby na Pani miejscu mężczyzna. Trudno też posądzać pracodawców o zbiorowy szowinizm. Więc co: kulturowe schematy, nieuświadomione wewnętrzne teorie, efekt Tokena?

There are no comments on this post

Leave a Reply