Preludium do nagonki na ludzi wierzących w Polsce – czyli co o kwestii obrazy uczuć religijnych sądzi katolicki prawnik.

Na stronie internetowej Radia Maryja przeczytałam dzisiaj bardzo ciekawy tekst. Dotyczył on propozycji zniesienia zapisu o obrazie uczuć religijnych, jaka wysunął poseł Palikot. Już sam fakt, że ów jegomość jest z PO, z pewnością dobrej prasy w kręgach mediów radiomaryjnych mu nie wróży. Tym bardziej zaś pomysł zniesienia ochrony uczuć religijnych osób wierzących w Polsce.

Zacznijmy od meritum sprawy, czyli zacytowania samego przepisu:

Artykuł 196 kk brzmi: “Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2“.

A zatem każdy, kto dopuści się zniewagi względem przedmiotu czci religijnej lub miejsca wykonywania obrzedów religijnych, może trafić do więzienia na dwa lat. Oczywiście, każda osoba która choć raz spotkała się z opisami praktyki stosowania tego zapisu, zada zapewne w tym momencie móstwo konkretnych pytań, związanych z nieścisłością i podatnością na interpretacje brzmienia tego zapisu.

Ale dla publicystów radiomaryjnych wątpliwości nie ma; nie ma też nieścisłości, wszystko jest jak najbardziej jasne. Uczucia religijne obraża ten, kto obraża nas. Bo my jesteśmy Polacy i Katolicy. Kto nas obraża, obraża katolików i naród – prosta jak drut zasada, która już wielokrotnie objawiła się w wypowiedziach i czynach radiomaryjnowców. Kto słucha Radia Maryja wie, o czym mówię – ja słucham od lat 3 już.

Nie to mnie jednak zaintrygowało w omawianym tekście, lecz zacytowana wypowiedź niejakiego mecenasa Szymańskiego, założyciela Stoważyszenia Polskich Prawników Katolickich (skądinąd, bardzo intrygującego tworu, ale to temat na inne rozmyślania).

Jego zdaniem, zlikwidowanie art. 196 kk stanowić będzie czytelny sygnał dla wrogów Kościoła, że oto wolno jest już obrażać uczucia religijne Polaków.

Oczywiście, zapis o obrazie uczuć religijnych ma być orężem, w walce z owymi mitycznymi wrogami kościoła, co to tylko czyhają na polskich katolików. Ciekawy jest tutaj kontekst użycia sformułowania “uczucia religijne Polaków”, w odniesieniu do wrogów Kościoła. A co z buddystami, Żydami i zielonoświątkowcami? Ich ten przepis nie obejmuje?

Sądy będą umarzały wszelkie sprawy dotyczące np. wulgarnych wypowiedzi czy zachowań wobec Kościoła, praktyk religijnych, przedmiotów kultu – podkreśla Szymański. – Żadnej ochrony nie będzie miał np. kult Matki Bożej – wskazuje.

A ja się bluźnierczo dopytuję – i co z tego? Zadajmy sobie pytanie: czym tak naprawdę mocny jest wszelki kult, co stanowi o jego potędze? Możliwość zamykania ludzi do więzień w imię jego obrony? Być może, ale raczej nie w przypadku Chrześcijaństwa czy kultu Matki Boskiej. O sile religii stanowi siła wiary ludzi i to, jak pielegnują w sobie wiarę, pomimo różnych zewnętrznych okoliczności.

Jeśli ktoś użyje krzyża w obscenicznej instalacji, jako katolik będe miał prawo poczuć się urażony, ale czy będę mial prawo iść z tym do sądu? Odpowiadam w imię własnych przekonań: nie. Bo urażony w równym stopniu może się czuć ten, kogo matkę wyzwano od najgorszych, a jednak nie znam przepisu, który pozwalałby takiemu człowiekowi iść ze swoją urazą do sądu. A co z ateistami, których bez przerwy określa się na rozmaitych forach internetowach mordercami, debilami, komuchami etc.? Co z dziećmi ateistów, które szykanowane są przez dzieci katolików za to, że nie chodzą na lekcje religii? Czy wszyscy mają wytoczyć pozwy?

Otóż oczywiście mogą – z powództwa cywilnego. Ateista nazwany przez (mniejsza czy wierząca, czy nie) dowolną osobę “pozbawioną zasad świnią”, może złożyć wniosek cywilny. Podobnie postąpić może obrażony w telewizji prezes firmy lub znany profesor. Jeden tylko jedyny katolik może ze swoimi odczuciami pójść do prokuratora i wnioskowac o wszczeście postępowania na bazie zapisu Kodeksu Karnego.

Co więcej, każda osoba która poczuje się urażone w imie wartości czy odczuć innych niz oparte na wyznawanej przez niego wierze, nie ma możliwości wsadzić nikogo do więzienia. A katolik ma.

Pytam się: dlaczego?

Bardzo prosze o udzielenie mi nieskomplikowanej odpowiedzi, jestem otwarta na wszelkie argumenty, gotowa jestem nnawet zmienić swoje obecne zdanie. Ale na ten moment, nie pojmuję tej nierównośco ochrony prawnej nijak.

I jeszcze na sam koniec: rozpatrując sensowność zapisu chroniącego uczucia religijne warto, moim zdanie, wziąc pod uwagę fakt, że to co dla jednego może stanowić przejaw kultu religijnego, dla innego może być obrazą uczuć. I że to, co w jednej religii jest elementem obrzędu, w innej może być profanacją. Więc co z sytuacjami, w których wolność wyznania staje naprzeciw uczuć (odczuć) religijnych?

A pytanie ostatnie brzmi: kiedy mamy do czynienia z obrazą uczuć religijnych? Ilu obrażonych potrzeba, aby ścigać kogoś za taki czyn? Bo to, co może obrażać uczucia jednego katolika, drugiemu może być całkiem obojątne, lub niewarte absorbowania uwagi. Czy jedna Pani stasia z Kurniów Dolnych jest już reprezentatywna dla wszystkich Katolików w Polsce, czy jeszcze nie? Może potrzebne są trzy Pani stasie? Albo oficjalne pismo episkopatu w sprawie tego, czy się z urażona Panią Stasią zgadza, czy też nie. Poruszam to – zdawać by się mogło zabawne zagadnienie – nie przez przypadek. Bo słuchacze Radia Maryja zbyt często i zbyt natrętnie roszczą sobie prawo do reprezentowania wszystkich polskich katolików – w każdym razie tych, którzy w ogóle warci są wzięcia pod uwagę przez sąd. A nie jest przecież tajemnicą, że są to katolicy wyjątkowo uwrażliwienie na wszelkie – potencjalne nawet – akty ataków ze strony wrocgów kościoła wszelkiej maści.

Wszyscy doskonale pamiętamy zmasowane akcje posłów LPRu, którzy co rusz donosili prokuraturze o wszelkiej maści przejawach obrazy uczuć religijnych – w odpowiedzi na co, na drzwiach i oknach wielu polskich galerii pojawiały się nalepki z napisem “wystawa nie przenzaczona dla członków i sympatyków LPR”. Tym, co owe nalepki ośmielali się eksponować, posłowie i radni grozili zdymisjonowaniem ze stanowisk. Niech mnie ktoś naprawdę spróbuje teraz przekonać, że zapis o obronie uczuć religijnych nie był jak do tej pory aż nazbyt często używany jako oreż w wojnie? Nie ważne jak ją nazwiemy: ideologiczną, słuszną czy słuszną – pozostaje ona wojną. Toczoną w imię czego? W imię obrony religii, która w założeniu z żadnymi wojnami nic wspólnego mieć nie powinna. A wręcz szczyci się ona, wykazywaną już wielokrotnie w toku historii przez swoich wyznawców, umiejętnością nadstawiania drugiego policzka.

Nie twierdzę w tym miejscu wcale, że katolików można lub należy prać moralnie i estetycznie po pyskach, a ci mają z lubością dac się okładać i prosić o więcej. Twierdzę, że nic tak nie obroni idei tej religii, jej godności i dostojeństwa, jak zachowanie godności – w miejsce kupieckich wrzasków, rwania włosów z głowy i nieraz politowania godnych poczynań.

Mówi się, że zwracanie uwagi na głupotę tylko ją nabilituje. I jest w tym bardzo dużo racji. Z pewnością nie nobilituje jednak tych Mądrych, którzy z głupotą dyskutują. Niechrze mądrzy patriarchowie i ufający im mądrzy wyznawcy, zaprzestaną jakiejkolwiek dyskusji z tym, co uważają za niegodne, zamiast niegodziwość ową posyłać do sądu – co ich religii nijak nie obroni anie nie wyniesie na postument. A już sama historia pokaże, co by ło dziełem sztuki, a co prowokacyjnym gniotem… Pomijając fakt, że w imię walki z gniotami, które atakują nasz system wartości – nie ważne czy oparty na religii, czy laicki – nie warto marnować życia… Obok głupoty przechodzi się z głowa uniesioną wysoko – więc po co brudzić sobie ręce, szarpać nerwy i, nie daj Boże… ośmieszać się szarpaniną?

There are no comments on this post

Leave a Reply